Portal informacyjny, największa baza informacji o Darłowie, Darłówku i gminie Darłowo oraz interaktywne plany i mapy.

  SERWIS INFORMACYJNY

  INFORMACJE DLA TURYSTÓW

  BAZA NOCLEGOWA

  MAPY I PLANY

  DZIAŁ OGŁOSZEŃ

  REKLAMA

Auta Retro

REKLAMY

"Lidia" HOTEL SPA w Darłówku
"Lidia" HOTEL SPA w Darłówku

Ogłoszenia Katalog Foto galeria Mapy

 

wizyt: ogółem 6155826, w grudniu 22150, dziś 1317; on-line: 141

Echo Darłowa

O jednym z kombatantów Ziemi Darłowskiej

Krystyna Różańska przedstawia ...

 

O jednym z kombatantów Ziemi Darłowskiej

„Pamięci bliskim..." takie motto widnieje na okładce opracowania „Kombatanci Ziemi Darłowskiej." Przedstawiam migawki trajektorii jednego z nich, bo jak napisał autor publikacji, Kazimierz Kuligowski „Całym swoim życiem zasłużyli, żeby pamięć o nich żyła."

 

25 kwietnia 2014 roku zmarł Mój Ojciec - Ryszard Socha. Inwalida wojenny. Zasłużony działacz Związku Kombatantów. Ceniony i lubiany społecznik. Wieloletni radny Rady Miejskiej w Darłowie. Otrzymał propozycję na stanowisko burmistrza miasta - ze względu na zarobki wolał pozostać vice-prezesem G.S. "Samopomoc Chłopska". Pełnił różne funkcje w Zarządzie Ogrodów Działkowych. Był ławnikiem i kuratorem sądowym. Niezwykle optymistyczny, miał niesamowitą siłę przetrwania. Urodzony 20 maja 1923 roku nie doczekał 91 urodzin, ani kolejnego Dnia Zwycięstwa. Poniósł klęskę. Umierał w samotności. Czy tak chciał?
Niewielu zostało z pokolenia Kolumbów rocznik 20. Odchodzą ostatni. Ich życiorysy i zasługi razem z nimi. Czy następne pokolenia zachowają o nich pamięć? Czy tamte czasy bezpowrotnie już minęły? Czy ludzie stali się lepsi? Sędziwi kombatanci nie mają już sił nieść sztandaru i iść w kondukcie pogrzebowym. W ostatniej drodze Taty ich sztandar ponieśli moi koledzy radni.  Do końcowej stacji, do grobu odprowadziła Ojca tylko garstka ludzi. Wielu znajomych i współpracowników o pogrzebie, który odbył się następnego dnia po zgonie, dowiedziało się dopiero po fakcie.
Dlaczego najbliższa rodzina Ryszarda Sochy nawet o Jego śmierci nie została powiadomiona?   O odejściu Taty, wcześniej o Jego pobycie w szpitalu i ślubie rok temu, dowiedziałam się przez przypadek! (...)
„Cisza" - melodia trębacza podczas ceremonii pochówku - zamknęła i te drzwi ... Ale przeszłość wciąż nas otacza. Ciągle możemy usłyszeć jej głos. I boli jak kłamstwa, które echem odbijają się   w przestrzeni. Czy tylko niebo i ziemia słyszy płacz człowieka? Czy zło tylko w baśni przegrywa?

Mój Tato nie krzyczy już po nocach. Przez całe życie nie mógł uwolnić się od koszmarów wojny. Przeszłość nie zawsze jest tęsknotą. Nigdy nie wrócił na miejsce obozu, gdzie przeżył piekło na ziemi i stracił zdrowie. A i ostatni rok Jego życia nie taki miał być ... Ale to inny etap w życiu 90-latka w żałobie, oderwanego od rzeczywistego świata. 
Posłuchałam najmłodszej siostry, aby Tato spoczął we wspólnej mogile z naszą Mamą, którą poznał na robotach przymusowych w Niemczech i przeżył z nią 70 lat. Przed laty byli w podróży sentymentalnej - w Komorowie, Ostrowi Mazowieckiej i we wsi Prześlicze (Schonwalde) k. Frankfurtu nad Odrą. Tu Tata nie miał oporu powrotu. W czasie wojny poznali język „rasy panów". Tato do końca życia biegle - w mowie i piśmie - posługiwał się niemieckim. Tą znajomością też służył ludziom - tłumaczył. Rodzice całe życie ciężko i uczciwie pracowali. Mama wychowywała dzieci. Nigdy trzech córek nie zostawiła na pastwę losu. Wpajała nam, że nasze miejsce na ziemi jest tu, w naszym kraju. Tato wypracował emeryturę, a rentę inwalidy wojennego otrzymał długo po wojnie.

W 2000 roku na zaproszenie Stowarzyszenia im. Św. Maksymiliana Kolbego we Freiburgu udał się do Federacyjnej Republiki Niemiec, gdzie w ramach akcji charytatywnej „Maksymiliana Kolbe - werk" organizowano pobyty wypoczynkowe i spotkania byłych polskich więźniów obozów koncentracyjnych. Witano ich słowami: „Zdajemy sobie sprawę, że to Niemcy byli sprawcami waszych strasznych przeżyć ... Wiemy, że niełatwo było wam zdecydować się na tę wyczerpującą podróż ... Nawet, gdy się samemu sobie wmawia, że tamte czasy bezpowrotnie minęły, to jednak nie sposób uwolnić się od wspomnień. Wciąż one są i kładą się ciężarem na ten pobyt w Niemczech. Nikogo nie trzeba chyba przekonywać, że szczególnie tutaj przeszłość jest teraźniejszością.
Chcielibyśmy, by kraj nasz pozostał w Waszej pamięci, jako kraj, który przyznaje się do swej obciążonej wciąż przeszłości, ale też jako kraj, który mimo to chciałby kształtować razem z wami i własnym krajem pokojową Europę."

Gdy 1 września 1939 roku wybuchła wojna Ojciec miał 16 lat. Wcześniej odesłano go z koszar jednostki wojskowej w Komorowie do domu. Dwa lata temu ujrzałam Komorowo Taty w książce Zofii Kucówny „Szara godzina". Aktorka zapisała „Tu też w Komorowie, uczyliśmy się słów: Ojczyzna, Honor, Obowiązek." Ale dla mnie najpierw były opowieści Ojca. Po szkole powszechnej, jesienią 1937 roku, wstąpił do orkiestry Szkoły Podchorążych Piechoty. Był werblistą. Gdy podchorążowie w 1939 roku wyjechali do pułków, został wśród 50 elewów, którzy pilnowali koszar. Po wkroczeniu Niemców, 8 września 1939, został wcielony do pracy w niemieckim szpitalu. W marcu 1940 roku transportem   numer 69 został wywieziony do Niemiec... Do rodzinnego domu  wrócił pod koniec marca 1945 roku. Latami  słuchałam o Komorowie i  jego miłości do koni, która przetrwała do końca życia nie tylko we wspomnieniach.  Losy rodziny Ojca związane są z tym miastem. Garnizonem.  Genius loci  Komorowa przetrwał do dziś.  Marzę, aby kiedyś odwiedzić to niezwykłe miejsce - świat „chłopców malowanych". Pani Zofio!  Tato!

W Niemczech był niewolnikiem u bauerów. Najpierw pracował u gospodarza Alberta Nrigutha w pobliżu Frankfurtu. Potem Go aresztowano i osadzono w obozie. Zwolniony z niego nadal był robotnikiem przymusowym.  Ojciec  po latach zapisał: „Pracowałem w Niemczech we wsi Schonwalde poczta Zielenzig pow. Ost - Stornberg na majątku Rittergut u właściciela Emila von Borgana, wraz ze mną pracowały 3 rodziny rosyjskie wysiedlone z Rosji (...) - wszyscy są mi znani, ponieważ mieszkaliśmy w jednym baraku." Byli to moi dziadkowie, Mama i Jej rodzeństwo.  Mama po wyzwoleniu została w Polsce. Opowiadała nam, że gospodarz szanował i darzył zaufaniem Ojca, który jako furman zajmował się końmi, jeździł po zakupy Niemcom i miał sposobność dokarmiać Jej rodzinę. Ale zanim rodzice poznali się w 1942 roku - Ojciec nosił pasiak...

Od jesieni 1941 do marca 1942 roku Ojciec był więźniem hitlerowskiego obozu karnego i poszerzonego więzienia policji bezpieczeństwa w Świecku. Trafił  tam ,bo brał udział z chłopakami z Łodzi w odkręcaniu szyn kolejowych.  Szczuty psami, głodny i katowany, pracował na budowie autostrady Berlin - Poznań, a w każdą niedzielę u gospodarzy przy wyrębie lasu, kopaniu ziemniaków i innych pracach. W kwietniu 1942 cała sztuba nr 5 została zwolniona z obozu i skierowana do pracy na roli w majątku, gdzie Ojciec poznał przyszłą żonę. Tam zostali wyzwoleni 8 marca 1945 roku przez Armię Radziecką.

Schwetig - dziś Świecko znane jest przede wszystkim z przejścia granicznego. Ale niewielu z nas wie, że właśnie tu, w latach 1940 - 1945, w wychowawczym  obozie pracy, kilka tysięcy więźniów dwunastu narodowości zmuszonych było do nadludzkiej, bezpłatnej pracy dla III Rzeszy. Obóz powstał 1 listopada 1940 roku, podlegał bezpośrednio gestapo frankfurckiemu nad Odrą, a na jego bramie umieszczono napis - „Spojrzenie na Odrę" (Blicke an der Oder).

Tatę zawsze cieszyły moje publikacje dotyczące Jego osoby i naszej rodziny. Wiedział, że przeszłość jest niczym, jeśli nikt o niej nie pamięta. Dlatego przypominam moim dzieciom i  wnuczkom, które 1 września wracają po wakacjach do szkoły - w wolnej Polsce. Najstarsza prawnuczka Ojca ma tyle lat, ile miał On, gdy zaczęła się wojna.

Wiele razy przekraczałam granicę polsko - niemiecką. W Świecku też, ale czy kojarzyłam, że w pobliżu miasta był obóz w którym więźniem był mój Ojciec?

W maju 1977 roku w miejscu obozu powstało miejsce pamięci. Z Tatą nawiązała kontakt córka zamordowanego więźnia Teresa Wierzbowska-Szostek. Aktorka z Torunia. Ojciec nie mógł jeździć na uroczystości o których ona informowała. Przysyłała artykuły. Korespondowali. Odwiedziła Rodziców         w Darłowie.

Jak wyglądało życie w obozie? Po przekroczeniu bramy obozu więźniowie biegiem kierowani byli do kancelarii obozowej, gdzie spisywano ich personalia i fotografowano. Następnie każdy więzień otrzymywał 25 uderzeń kijem, przy czym musiał liczyć ilość otrzymanych razów w języku niemieckim.      W przypadku pomyłek, bicie i liczenie rozpoczynało się od nowa. Większość więźniów po kilku uderzeniach traciła przytomność. W takich przypadkach oprawcy polewali swoje ofiary wodą i kontynuowali bicie. Potem wyprowadzano więźniów na plac apelowy, gdzie odbywały się ćwiczenia karne pod nadzorem rozbawionej załogi obozowej, wyposażonej w bykowce i specjalnie wyszkolone psy.

Ceremonia „powitania" w obozie trwała od jednej do kilku godzin. W czasie ćwiczeń starsi i słabsi fizycznie ginęli. Resztę lokowano w barakach przejściowych w izbach 25-30 osobowych, gdzie jedynym wyposażeniem były puste, bez koców i sienników, drewniane, zapluskwione i zawszawione prycze.

W obozie nie było żadnych urządzeń sanitarnych. Wyżywienie więźniów składało się z dwóch posiłków dziennie. Rano wydawano od 100 do 200 gram chleba, 20 gram margaryny lub marmolady. Wieczorem wydawano więźniom pół litra zupy z brukwi czy zmarzniętych ziemniaków.  Ilość pożywienia, praca ponad siły i stosowanie „ćwiczenia fizyczne" nie dawały więźniom obozu możliwości przeżycia na dłuższą metę. Tato przeżył. Był młody i silny. Ocalał. Ale... odbiło się to na jego zdrowiu. Podziwiałam Go, że ma w sobie tyle witalności i serce kroiło się, gdy stawał się bezradny.

 

Z dokumentów Ojca:

„W okresie pobytu w obozie byłem traktowany jak sonder - gefangene i zostałem skierowany do 10 takich obozowiczów."

W listopadzie 1941 został  wezwany do izby chorych i badał go lekarz obozowy SS Unterschurgier Szulc Lagenarzt i inni z SS. Po paru dniach dostał duży zastrzyk w kręgosłup i znalazł się na izbie chorych. Polski  sanitariusz mówił mu, że cięli mu dziurę w głowie o średnicy 4 x 3 cm. Miał owiniętą głowę i leżał 3 tygodnie. Pozostałym więźniom cięli brzuchy.

Do Zarządu Fundacji Polsko - Niemieckie Pojednanie w Warszawie Ojciec wysłał następującą notatkę: „Zawiadamiam iż doznałem ciężkich szkód zdrowotnych  w obozie przez pobicie i pęknięcie czaszki. W głowie posiadam ubytek kostny o wymiarach 4 x 3 cm. Po zabiegu jestem inwalidą do końca życia".  W obozie chorował też na tyfus, że wyszedł z tego - to cud!  Jak pamiętam, ciągle żartował, że „kostuchna puka do Jego drzwi i okna!"

Przejścia obozowe i wojenne później dały się we znaki. Do końca życia odczuwał bóle głowy. Koszmarne sny budziły go w nocy. Krzyczał. Mówił przez sen. Budził się przerażony. Często tracił świadomość. Był nerwowy. Dziwne było zachowanie Ojca pod koniec życia. W ciągu choroby Mamy i  po Jej śmierci.  Po niespodziewanej śmierci ukochanej wnuczki (...)W ostatnich miesiącach Tato nie był już sobą. Był stary i chory... -  już w 1987 roku Komisja Lekarska pisała, że inwalidztwo ulega pogorszeniu...  Żałuję tylko, że Tato w 2013 roku nie przewidział, że zostanie zburzone to wszystko, o co całe życie walczyła Mama. Ojcu wybaczyłam nieroztropne decyzje. Kiedyś zabiegał i dbał o naszą rodzinę! Był dobrym mężem i Ojcem. Pamiętać Go będę jako mądrego, dobrego i prawego człowieka. Takim był. Takim pamięta Go większość uczciwych darłowian... Pewno po Nim dziedziczę siłę walki, by czynić świat lepszym...

Pokolenie Ojca, które przeżyło wojnę, obozy, niewolniczą pracę na rzecz III Rzeszy, doznało głodu i wiele okrucieństw okazało się długowieczne. Ich chęć do życia i pracy oraz szacunek dla drugiego człowieka zasługuje na uznanie i pamięć.  Żyli w siermiężnych czasach, ale nie w pogoni za pieniędzmi. Zakładali rodziny i dotrzymywali przysięgi ślubnej. Umieli być razem. Chcieli być szczęśliwi. Ich dzieci były radosne, bo było ciepło rodzinnego domu. Czy to już Ostatni Mohikanie?

 

Krystyna Różańska
Darłowo, ED 12/2014

Auta Retro

strona główna

o nas

reklama

kontakt

Serwis informacyjny o Ziemi Darłowskiej

infopomorze.pl | iwczasy.pl | plan.darlowo.pl | plan.dabki.info | plan.wicie.info
mapa.gmina.darlowo.pl

 

 

 

Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2005-2009 www.infodarlowo.pl, www.infopomorze.pl